czwartek, 20 marca 2014

Co się odwlecze, to nie uciecze - krem z malin

Witajcie kochani!

Wiem, że długo mnie nie było. Nawet nie wiecie, jak bardzo mnie to boli. Jednak okazuje się, że poza blogowaniem istnieje także życie ;) Niestety są sytuacje podczas których myślenie o blogu w danym momencie wydaje się wręcz absurdalne. Znacie to? 

No, ale mam mnóstwo zapału i masę pomysłów! Dziś będzie coś, czego jeszcze nie było. Ja w kuchni. Już nieraz wspominałam, że nie umiem pichić i nawet nie lubię. Chyba, że chodzi o zaskoczenie bliskich. I gdy mam ochotę na coś słodkiego. I gdy jest ekstramalnie łatwe, się rozumie. Z okazji jutrzejszego Dnia Wiosny, będzie coś lekkiego i owocowego. 




Co potrzebujemy?


- maliny (wiem, teraz ciężko dostać, zatem tyle ile da radę)
- 4 jajka (a raczej białka)
cukier puder (ilość zależy od Waszego ulubionego stopnia słodkości:))
- 2 łyżki żelatyny






A teraz do dzieła! Oddzielamy białka od żółtek. Te pierwsze ubijamy na sztywną pianę (serio, musi przejść ten słynny test "odwróconego garnka nad głową"). Pozostałą część jajka (żółtka) można wykorzystać na później do omletu lub jajecznicy - nic się nie zmarnuje! 


Odstawiamy nasz garnek i chwytamy za blender. Trzeba będzie nasze piękne maliny okrutnie potraktować i zmiksować na mus (swoją drogą, przepyszny!). Jeśli nie posiadacie blendera, nic straconego - wystarczy maliny drobno posiekać i stłuc tłuczkiem. Efekt będzie mniej precyzyjny, ale też ujdzie ;)


Czas na łączenie wszystkiego. Łapiemy za szklankę, wsypujemy żelatynę i rozpuszczamy w minimalnej ilości wody przegotowanej. Dokładnie mieszamy. Nie pachnie ona za ładnie, ale cóż robić. Tę miksturę dodamy na samym końcu. Do garnka z pianą wlewamy po kawałeczku sos z malin. Ważnym jest, by mieszać mikserem BARDZO powoli i właśnie po częściach, a nie wlać wszystko od razu, bo inaczej piana upadnie i nici z kremowej konsystencji. Potem dodajemy cukru pudru (niestety, nie za bardzo można zastąpić go zwykłym cukrem, właśnie ze względu na chęć otrzymania "puchowej' konsystencji, ale myślę, że cukier wanilinowy spokojnie się sprawdzi) i dalej powoli mieszamy. Na sam koniec wlewamy naszą żelatynę i dalej miksujemy. Gdy już uzyskamy śliczną, różową i puchową masę, rozlewamy do miseczek (bądź pucharków, szklanek, jakichkolwiek ładnych naczyń) i wkładamy do lodówki na min. godzinę. Polecam przed włożeniem zakryć miseczki folią, by nie nasiąkły zapachem całej lodówki.


No i co pozostało? Wyjąć, ozdobić i częstować gości! Albo zjeść samemu wszystko, polecam.   


PS. Pamiętam o moim wyzwaniu sukienkowym - zdjęcia i podsumowanie już niedługo. Mam pewne ciekawe wnioski ;) 

Pozdrawiam Was gorąco!

M.

12 komentarzy:

  1. Świetny przepis, wygląda przepysznie! :)
    A ta żelatyna musi być? :( Jaki będzie efekt, jeśli się ją pominie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie próbowałam bez żelatyny, ale zakładam, że ona jest po to być "utrwalić efekt", coś na kształt lakieru do włosów, by konstytencja się trzymała. Myślę, że bez tego składnika, jak się zje od razu, nic się nie stanie ;)

      Usuń
    2. To chyba spróbuję z tą bardziej ryzykowną wersją :) Jakoś mnie wzdryga na myśl o żelatynie :) Chociaż wiem, że sporo produktów ją ma :(

      Usuń
  2. Wygląda przepysznie i całkiem zdrowo, bo owoce.
    Ciekawa jestem efektu z innymi owocami, bo maliny rzeczywiście trudno zdobyć. Zwłaszcza np. kiwi, pomarańcze truskawki?obawiam się, jednak że wtedy masa nie będzie taka puszysta, a tak wgl. to czym się mają maliny różnić od reszty owoców? Może da się je zastąpić innymi, bardziej lubianymi, bo wtedy można wcinać z radochą :D

    OdpowiedzUsuń
  3. mój chłopak skomentował, że zjadłby, ale bez pestek ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Pyszności <3 :) tez nie przepadam gotowaniem, za to lubię jeść ;] jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Z niecierpliwością czekam na update wyzwania sukienkowego :) A deser bardzo apetyczny!

    OdpowiedzUsuń
  6. jejku jaki smakołyk *___*
    http://coeursdefoxes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. W Polsce nie ma malin cały rok? Nawet nie wiedziałam! Ja tutaj u siebie zajadam cały rok, maliny, truskawki, z czereśniami trochę gorzej, bo jak nie w sezonie to są cholernie drogie! :-p
    Fajny taki kremik, i jak ładnie podany :) Talenciara! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale to musi być pyszne :) Przypomniałaś mi jak bardzo lubię maliny i jak dawno ich nie jadłam...Jak tylko będą trochę lepiej dostępne to wykorzystam Twój przepis :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję pięknie za każdy komentarz. Nie przepadam za uprawianiem marketingu w komentarzach, wolę gdy są one na temat posta. Jeśli masz sprawę inną (pytanie o wzajemną obserwację, cokolwiek) która nie jest w związku z wpisem, pisz do mnie emaile - skrzynkę sprawdzam codziennie i zawsze odpiszę ;)